TrzyBiada.pl
30
SIE
0
90
Lubię to
Etykieta: xx
IV Tom Wykładów Pisma Świętego (1897)
 
Wykład X (wybrane fragmenty)
 
PROPONOWANE LEKARSTWA – SPOŁECZNE I FINANSOWE

 
"Staraliśmy się Babilon uzdrowić, lecz nie dał się wyleczyć. Porzućmy go! Niech każdy idzie do swojej ziemi! Albowiem sąd nad nim dosięga nieba" (Jer. 51:9).
 
 
Wzdychającemu stworzeniu, w jego obecnym stanie, niewątpliwie poważnym, zalecane są różne środki, jako "uniwersalne lekarstwa" mające mu przynieść ulgę. Wszyscy ci, którzy współczują z cierpiącym organizmem społecznym, muszą także sympatyzować z wysiłkami różnych lekarzy, którym, po postawieniu diagnozy, osobiście zależy, aby pacjent wypróbował przepisane przez nich leki.

Próby wynalezienia kuracji i zastosowania jej są z pewnością godne pochwały i cieszą się uznaniem wszystkich życzliwych ludzi. Niemniej jednak trzeźwy osąd, oświecony Słowem Bożym, mówi nam, że żadne z proponowanych lekarstw nie wyleczy choroby. Rzeczą konieczną będzie obecność i usługi Wielkiego Lekarza wraz z Jego środkami zaradczymi – lekarstwami, szynami, bandażami, gorsetami i lancetami. Bez skutecznego i wytrwałego ich użycia nic nie jest w stanie spowodować wyleczenia z choroby ludzkiej deprawacji i samolubstwa.

Przebadajmy pokrótce recepty innych lekarzy, abyśmy mogli zauważyć, że chociaż niektóre z nich zbliżają się do mądrości Bożej, to jednak wciąż są od niej bardzo odległe. Uczynimy to, nie w imię kontrowersji, lecz po to, aby wszyscy mogli wyraźniej widzieć jeden, jedyny kierunek, z którego można oczekiwać pomocy.
 
 
Prohibicja i prawo głosowania dla kobiet jako lekarstwo

 
Te dwa zagadnienia są zwykle ze sobą łączone, gdyż zauważono, że prohibicja nigdy nie uzyska poparcia większości, jeśli kobiety nie będą miały praw wyborczych – a nawet i wtedy nie jest to jeszcze takie pewne. Obrońcy tego rozwiązania wskazują na statystyki, by wykazać, jak wiele nieszczęść i ubóstwa w chrześcijaństwie wywodzi się z handlu trunkami. Zapewniają oni, że po zakazie sprzedaży alkoholu, pokój i obfitość stanie się regułą, a nie wyjątkiem.

W dużej części serdecznie sympatyzujemy z tym, co mówi się na ten temat. Pijaństwo jest z pewnością jednym z najbardziej szkodliwych owoców cywilizacji, który bardzo szybko się rozprzestrzenia, w tym także na kraje na wpół cywilizowane i barbarzyńskie. Widok, że został on usunięty teraz i na zawsze sprawiłby nam ogromną radość. (…)

Lecz to remedium nie byłoby w stanie wyleczyć zła pochodzącego z obecnych samolubnych warunków społecznych, nie byłoby w stanie zmierzyć się i odeprzeć miażdżącego nacisku "prawa podaży i popytu", które parłoby naprzód, niemiłosiernie jak zawsze, wyciskając żywotne soki z mas ludzkich. (…)

Zakaz handlu alkoholem (…) przyniósłby odwrotny skutek. Tysiące rolników, którzy teraz uprawiają miliony buszli jęczmienia, żyta, winogron i chmielu, płodów służących do produkcji trunku, byłoby zmuszonych do innych upraw, doprowadzając w ten sposób do jeszcze większego ogólnego spadku cen produktów rolnych. Ogromna armia dziesiątków tysięcy gorzelników, bednarzy, pracowników napełniających butelki i wytwarzających szkło w hutach, kierowców, pracowników restauracji i barmanów, zatrudnionych obecnie przy obrocie alkoholem, byłaby zmuszona do znalezienia sobie innego zajęcia, pogrążając jeszcze bardziej rynek pracy i doprowadzając do dalszego obniżenia skali zarobków. Wielomilionowy kapitał, zainwestowany obecnie w tej dziedzinie, zostałby przeniesiony gdzie indziej, zwiększając kon¬kurencję w biznesie (…).
 
 
Protekcyjne cła jako lekarstwo

 
Protekcjonizm, mądrze miarkowany, tak by przeciwdziałał powstawaniu monopoli i rozwijał zasoby naturalne kraju, może bez wątpienia przynosić pewne korzyści w zapobieganiu szybkiemu obniżaniu wynagrodzeń świata pracy na całym świecie. Jednak będzie to co najwyżej stopniowe obniżanie się zarobków, a nie gwałtowne szarpnięcie nad urwiskiem. Wcześniej czy później, w panującym obecnie systemie konkurencyjnym, za¬równo ceny towarów, jak i zarobki będą mu¬siały znaleźć się na całym świecie na mniej więcej tym sa¬mym poziomie.
 
 
Komunizm jako lekarstwo

 
Komunizm proponuje system społeczny, w którym będzie istniała wspólnota dóbr. Cała własność będzie należała do wspólnoty i będzie użytkowana dla powszechnego dobra. Wszystkie dochody z wszelkiej pracy będą poświęcone dla ogólnego dobra – "Każdemu według potrzeb". Tendencja komunizmu została zilustrowana w Komunie Paryskiej. Według opisu Rev. Josepha Cooka "komunizm oznacza zniesienie praw dziedzicznych, rodziny, narodowości, religii i własności".

Niektóre z właściwości komunizmu moglibyśmy polecić (zob. socjalizm), ale jako całość idea ta jest zupełnie niewykonalna. Prawdopodobnie takie urządzenie byłoby bardzo dobre dla warunków nieba, gdzie wszyscy są doskonali, czyści i dobrzy, gdzie panuje miłość. Lecz już chwila namysłu wykaże każdemu rozsądnemu i doświadczonemu człowiekowi, że przy obecnym stanie ludzkich serc taki projekt jest na wskroś nieużyteczny. Kierunek ten uczyniłby wszystkich trutniami. Wkrótce mielibyśmy konkurencję, kto ma wykonywać najlżejszą a kto najgorszą pracę. Społeczeństwo prędko popadłoby w barbarzyństwo i niemoralność, zmierzając do szybkiego wygaśnięcia rasy ludzkiej. (...)

Takie wspólnoty [komunistyczne], pozostawione pod zarządem większości, utonęłyby do poziomu większości, gdyż postępowa, aktywna mniejszość, stwierdziwszy, że w warunkach beztroski i lenistwa nie da się nic osiągnąć przez energię i gospodarność, również stałaby się beztroska i gnuśna. (...)

Dla zdrowego sądu jawi się zatem, że metoda indywidualizmu, z jego wolnością i odpowiedzialnością, jest czymś najlepszym dla rozwoju inteligentnych istot, chociaż nawet wiele razy przysparza to dla wszystkich ciężkich doswiadczeń, a czasami dla wielu. (...)


Prawdą jest, że Bóg dozwolił na urządzenie komunistyczne w pierwotnym Kościele (...) Być może miało to na celu ukazanie nam braku mądrości w tej metodzie.
 
 
Anarchia jako lekarstwo

 
Anarchiści pragną wolności do stopnia bezprawia. Najwidoczniej doszli oni do wniosku, że każda metoda ludzkiej współpracy okazała się niepowodzeniem i dlatego proponują zniszczenie wszelkich ograniczeń przez tę ludzką współpracę narzuconych. Anarchia jest więc dokładnym przeciwieństwem komunizmu, chociaż niektórzy je mylą. Podczas gdy komunizm chciałby zniszczyć wszelki indywidualizm i zmusić cały świat aby uczynił podobnie, to anarchia chciałaby zniszczyć wszelkie prawa i ograniczenia społeczne tak, żeby każda jednostka mogła robić co jej się podoba. Na ile da się stwierdzić, anarchizm jest jedynie destruktywny i nie zawiera żadnych cech konstruktywnych. Sądzi prawdopodobnie, że zniszczenie świata jest wystarczającym zadaniem w zasięgu ręki i że będzie lepiej pozwolić przyszłości, by sama stoczyła walkę w sprawie odbudowy. (…)

Wydaje się, że nawet najbardziej ograniczony rozsądek i najmniejsze doświadczenie nie zobaczy w tej propozycji nic prócz najczystszej głupoty. Nie ma w niej żadnego lekarstwa, albo już proponowanego albo oczekiwanego, a jedynie zgrzytanie zębów braku nadziei i rozpaczy. A jednak jest to ostateczność, do której masy ludzkie są prowadzone siłą okoliczności napędzanych przez samolubstwo.
 
 
Socjalizm czyli kolektywizm jako lekarstwo

 
Socjalizm jako forma rządów świeckich proponuje odbudowę społeczną, powiększenie bogactwa oraz prawie równą dystrybucję wypracowanego produktu poprzez publiczną wspólną własność ziemi i kapitału (bogactwa innego niż posiadłość ziemska) oraz wspólne zarządzanie przez społeczeństwo całą gospodarką. Jego mottem jest: "Każdemu według zasług".

Różni się on od "nacjonalizmu" tym, że nie proponuje jednakowego wynagrodzenia dla wszystkich. Różni się od komunizmu tym, że nie popiera wspólnoty dóbr i własności. W ten sposób, w naszej ocenie, unika on błędów obu tych kierunków i jest teorią bardzo praktyczną, gdyby mogła być wprowadzana stopniowo i poprzez mądrych, umiarkowanych i niesamolubnych ludzi. W różnych miejscowościach zasada ta na małą skalę już dokonała dużo dobrego. (…)

Mamy powody, by wierzyć, że socjalizm uczyni w najbliższych latach wielkie postępy. Lecz często nie będzie mądry lub umiarkowany w posuwaniu się naprzód: sukces upoi niektórych jego obrońców, zaś niepowodzenie doprowadzi innych do rozpaczy. W rezultacie niecierpliwość doprowadzi do klęski.

Kapitaliści i monarchiści widzą w socjalizmie swego wroga i już teraz mu się sprzeciwiają na ile starcza im odwagi wobec opinii publicznej. Kościół nominalny, choć pełen kąkolu i światowości, jest wciąż potężnym czynnikiem w tej sprawie. Reprezentuje on bowiem i w większości kontroluje klasy średnie, w rękach których leży równowaga sił we wzajemnych relacjach wyższych i niższych warstw społecznych. Ludziom tych klas socjalizm został przedstawiony w fałszywym świetle przez jego zwolenników, jak dotąd na ogół niewierzących. Władcy, kapitaliści i duchowieństwo, z nielicznymi wyjątkami, wykorzystają skwapliwie pierwsze skrajności socjalizmu, aby napaść, napiętnować hańbą i zdławić go bodaj chwilowo, zachęcając się wzajemnie pokrętnymi argumentami, jakie podsunie im ich własny interes i strach. (…)

Jak wspomniano, ruch ten zostanie zgnieciony przez połączone siły kościoła, państwa i kapitału, co z kolei doprowadzi do wielkiego wybuchu anarchii, w której, jak wskazuje Pismo Święte, zostaną zniszczone wszystkie obecne instytucje – będzie to "czas ucisku, jakiego nie było od początku świata aż dotąd".

Lecz gdyby nawet socjalizm całkowicie postawił na swoim, to okazałoby się to być tylko chwilową ulgą, w sytuacji, gdy samolubstwo jest dominującą zasadą w sercach większości rodzaju ludzkiego. Wśród ludzi są "urodzeni kombinatorzy", którzy prędko znajdą sposób na zgarnięcie dla siebie śmietanki robót publicznych i wynagrodzeń. Na społecznej strukturze mnożyć się i kwitnąć będą pasożyty, a wszędzie powstaną "kliki".

Jak długo ludzie uznają i czczą zasadę, tak długo będą jej mniej lub więcej wierni. Stąd też socjalizm na samym początku mógłby być stosunkowo czysty, a jego przedstawiciele na urzędzie mogliby być wiernymi sługami społeczeństwa dla publicznego dobra. Lecz niech tylko socjalizm stanie się popularny, a ci sami sprytni, samolubni kombinatorzy, którzy dzisiaj mu się sprzeciwiają, dostaną się do środka i będą nim kierować dla ich własnych samolubnych celów.
 
 
Pogląd Herberta Spencera na temat socjalizmu

 
Herbert Spencer, znakomity angielski filozof i ekonomista, (…) napisał: "Stwierdzenie, że którakolwiek z moich opinii sprzyja socjalizmowi, pobudza mnie do wielkiej irytacji. Wierzę, że nadejście socjalizmu będzie największą katastrofą z tych, jakie świat kiedykolwiek widział". (…)

Poniższy cytat z Literary Digest (10 sierpnia 1895) ma związek z rozważanym tematem i dowodzi, że zasady socjalizmu nie byłyby trwałe, chyba że będą wspierane przez pewien rodzaj siły – tak wielkie jest samolubstwo u wszystkich ludzi.
 

Dwie społeczności socjalistyczne

 
"Dwie praktyczne próby wprowadzenia zasad socjalistycznych przyciągają uwagę badaczy ekonomii społecznej na całym świecie. W obu przypadkach pierwotnym założycielom wspólnot socjalistycznych powodzi się nieźle, a w jednej z nich oni nawet prosperują. Jednak w obu przypadkach próba aby żyć zgodnie z naukami teoretyków socjalizmu nie powiodła się. Niegdysiejsi komuniści powrócili do metod, które niezbyt różnią się od tych praktykowanych przez otaczającą ich burżuazję.

Nieco ponad dwa lata temu pewna grupa australijskich robotników, zmęczonych życiem w warunkach niewoli zarobkowej, w których jedyną ulgą było doświadczenie przymusowego bezrobocia, wyruszyła do Paragwaju, gdzie uzyskali ziemię odpowiednią dla rolników nie dysponujących dużymi maszynami. Swoją osadę nazwali Nowa Australia i mieli nadzieję, że przekształcą ją w Utopię dla robotników. Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych w swym ostatnim raporcie podaje krótką historię ruchu, który nakłonił wielu ludzi do zamienienia Australii, 'robotniczego Eldorado', na Południową Amerykę. Cytujemy ze wspomnianego raportu co następuje:

Cele osady zostały określone w jej statucie, którego jeden artykuł brzmi następująco: 'Naszą intencją jest utworzenie wspólnoty, w której cała praca będzie wykonywana dla korzyści każdego członka, i w której nie będzie możliwe aby jeden tyranizował drugiego. Obowiązkiem każdej jednostki, jako główny cel, będzie dbałość o dobro całej wspólnoty, co zapewni pewien stopień wygody, szczęścia i wykształcenia. Nie jest to możliwe w takim stanie społeczeństwa, gdzie nikt nie jest pewien, czy nie będzie przymierał głodem'.

Ideał ten nie został urzeczywistniony. Osiemdziesięciu pięciu kolonistów zmęczyło się wkrótce ograniczeniami narzuconymi im przez większość i odmówili posłuszeństwa. Nowi przybysze z Australii uzupełnili ubytek spowodowany rozłamem, ale byli niezadowoleni z lidera ruchu. Wybrali więc własnego szefa, na skutek czego w kolonii były teraz trzy partie. Równy podział dochodów z ich pracy wywoływał wkrótce niezadowolenie u pewnej części robotników, którzy niezgodnie z zasadami socjalizmu zażądali udziałów proporcjonalnych do wykonywanej przez nich pracy. Ścisły przymus prohibicji stał się kolejną przyczyną niezadowolenia, zwłaszcza że jego naruszenie karane było wydaleniem bez możliwości zwrotu włożonego pierwotnie kapitału. Osada była już bliska rozpadu, gdy pierwotnemu przywódcy ruchu udało się uzyskać u władz paragwajskich stanowisko sędziego, co pozwoliło mu otoczyć się siłami policyjnymi. Istnieje nadzieja, że kolonia zacznie obecnie prosperować, ale przepisy socjalistyczne zostały zarzucone.

Doświadczenia górników z Monthieux były nieco inne. W ich przypadku to dobrobyt spowodował porzucenie teorii socjalistycznych. Berlińska gazeta Gewerbe Zeitung opisuje ich historię w następujący sposób:

'W Monthieux, w pobliżu St. Etienne, znajduje się kopalnia, własność przedsiębiorstwa, które po kilku latach z niej zrezygnowało. Górnicy zostali zwolnieni. Ponieważ w sąsiedztwie nie było szans na zatrudnienie, robotnicy błagali firmę, by przekazała im kopalnię. Właściciele nie wierzyli, że kopalnia może przynieść zyski, więc zgodzili się. Górnicy nie mieli maszyn, jednak pracowali z zapałem i zdołali odkryć nowe pokłady. Czynili niemal nadludzkie wysiłki i ze swoich zarobków zdołali zaoszczędzić dostateczne środki na zakup maszyn. W ten sposób porzucone kopalnie w Monthieux stały się źródłem bogactwa dla nowych właścicieli. Wówczas poprzedni właściciele usiłowali odzyskać swoją własność, ale przegrali proces sądowy, a prasa robotnicza nie omieszkała wskazać na różnicę między chciwością kapitalistów a szlachetnością górników, którzy równo dzielili się dochodami swojej pracy. Kopalnie w Monthieux zostały wskazana jako przykład triumfu kolektywizmu nad eksploatacją przez prywatny kapitał.

Tymczasem górnicy do tego stopnia rozwinęli swą działalność, że bez pomocy nie byliby w stanie pracy kontynuować. Wezwano innych górników, którzy robili wszystko, co w ich mocy, by wesprzeć tę pracę. Jednak ludzie, którzy pierwsi podjęli się zadania doprowadzenia kopalni do stanu opłacalności, nie zgodzili się na równy podział z przybyszami. Wiedzieli, że bogactwo, które znajdowało się pod ich stopami, zostało odkryte dzięki ich nadludzkim wprost wysiłkom. Musieli oni, że tak powiemy, stworzyć coś z niczego, dlaczego więc mieli się dzielić rezultatami swej pracy z nowymi przybyszami, którzy co prawda cały ten czas pracowali, ale gdzie indziej? Dlaczego mieliby oddawać nowym towarzyszom żniwny plon, skoro ci nie brali udziału w zasiewie? Przybysze powinni być dobrze opłacani, lepiej niż w innych kopalniach, ale nie powinni zostać współwłaścicielami. Kiedy więc przybysze wzniecili niepokoje, 'kapitalistyczni' robotnicy sprowadzili policję i wyrzucili ich z sali posiedzeń".
 
 
Nacjonalizm jako lekarstwo

 
Nacjonalizm stanowi niedawny rozwój teorii w stylu socjalistycznym. Twierdzi on, że wszystkie gałęzie przemysłu powinny być kierowane przez naród na podstawie wspólnego obowiązku pracy i ogólnej gwarancji środków egzystencji. Wszyscy robotnicy mieliby wykonywać tę samą ilość pracy i otrzymywać takie same wynagrodzenia. (…)

Jako całość nacjonalizm jest całkiem niepraktyczny. (…)

Chociaż nacjonalizm nie zagraża tak jak komunizm bezpośrednim zniszczeniem rodziny, to jednak z pewnością będzie zmierzał w tym kierunku. Wśród jego zwolenników jest wiele dusz o szerokich horyzontach i filantropijnym nastawieniu. Niektóre z nich pomogły bezinteresownie w założeniu kolonii, gdzie zasady nacjonalizmu służyłyby jako publiczny przykład. Niektóre z tych kolonii spotkało całkowite niepowodzenie, ale nawet te, które praktycznie odniosły sukces, zostały zmuszone do zignorowania zasad nacjonalizmu w stosunkach ze światem na zewnątrz kolonii. Ponadto, jak można było się spodziewać, we wszystkich miały miejsce poważne tarcia wewnętrzne.

Jeśli święci Boży, z "jednym Panem, jedną wiarą i jednym chrztem", przekonują się jak trudną rzeczą jest zachowanie "jedności ducha w spójni pokoju" i potrzebują napomnienia, by znosili jedni drugich w miłości, to jak można oczekiwać od mieszanych grup ludzkich, nie uznających takiego ducha jako więzi, by odniosły sukces w pokonaniu samolubnego ducha świata, ciała i diabła?

W ciągu kilku ostatnich lat, w Stanach Zjednoczonych, powstało i upadło szereg kolonii zorganizowanych na zasadach nacjonalizmu. Jako jedno z największych niepowodzeń odnotowano historię Kolonii Altruria w Kalifornii, założonej przez Rev. E.B. Payne pod hasłem "Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Miała ona wiele zalet w porównaniu do innych kolonii, dzięki temu, że nie akceptowała ludzi wszelkiej kategorii lecz dobierała swoich członków. Ponadto uformowała zarząd do bardzo skrupulatnej kontroli.

Założyciel kolonii, podając w czasopiśmie Examiner (San Francisco, 10 grudnia 1896) przyczyny jej niepowodzenia, powiedział:

"Altruria nie była kompletnym niepowodzeniem (...) z jednej strony zademonstrowaliśmy, że zaufanie, dobra wola i szczerość – które przeważały przez pewien czas – czyniły życie wspólnoty szczęśliwym, z drugiej zaś, że podejrzenie, zawiść i samolubne motywy diabolizują naturę ludzką i czynią życie nie wartym zachodu (...) Nie wytrwaliśmy we wzajemnym zaufaniu i szacunku, jakie panowały na samym początku, lecz wycofaliśmy się na drogi postępowania reszty świata".

To, co jedni ludzie demonstrują przez doświadczenie, inni poznają przez logiczne wnioskowanie oparte na znajomości ludzkiej natury.
 
 
Ogólne wykształcenie rzemieślników jako lekarstwo

 
Kilka lat temu w The Forum ukazał się artykuł napisany przez pana Henry Holt, w którym usiłuje on wykazać, że edukacja powinna być głównie przemysłowa, ułatwiająca rzemieślnikom przejście z jednego zatrudnienia do drugiego – powinna niejako "nauczyć ich tuzina" fachów. Podczas gdy mogłoby to na jakiś czas pomóc niektórym osobom, to jednak oczywiste jest, że nie rozwiąże to problemu. Wystarczająco zła jest sytuacja, w której tynkarze i murarze mogą mieć zatrudnienie, podczas gdy szewcy i tkacze są bezrobotni. Jaki byłby efekt tego, że ci ostatni również zdobyli umiejętność murowania i tynkowania? Powiększyłoby to jedynie konkurencję w każdym zawodzie, gdyby wszyscy bezrobotni musieli walczyć o miejsca pracy aktualnie dostępne. (...)
 
 
Pojedynczy podatek jako lekarstwo

 
Zapewne widząc wskazane powyżej skutki komunizmu, nacjonalizmu i socjalizmu, pan Henry George nakreślił pewien nie pozbawiony wartości plan, znany pod nazwą "teoria pojedyńczego podatku". Można by powiedzieć, że pod pewnymi względami jest to odwrócenie socjalizmu. Jest w tej teorii wiele cech Indywidualizmu. Pozostawia ona jednostkę ludzką zasobom jej własnego charakteru, usiłowań i środowiska; tyle tylko, że zastrzega każdej z nich niezbywalne prawo korzystania z powietrza, wody i ziemi, jako wspólnych błogosławieństw Stwórcy.

Teoria ta utrzymuje, że obecne nierówności majątkowe, na ile są one krzywdzące i szkodliwe, są wyłącznie skutkiem prywatnej własności ziemi, proponuje więc uczynienie ziemi ponownie wspólną własnością całej Adamowej rasy. Twierdzi ona także, że dzięki temu samorzutnie naprawią się szybko wszystkie wady obecnego systemu społecznego. Teoria ta proponuje potraktowanie całej ziemi jako ogromnej posiadłości a wtedy jej redystrybucję, nie na drodze proporcjonalnego podziału między wszystkich członków rodziny ludzkiej, ale przez pozwolenie każdej osobie jako dzierżawcy na użytkowanie dowolnie wybranej części obecnej własności. Wtedy od każdego najemcy byłby pobierany podatek gruntowy lub czynsz dzierżawny w wielkości proporcjonalnej do wartości ziemi. Otwarłoby to oczywiście dostęp do tysięcy działek miejskich i nieużytków dla rzeczywistego osadnictwa, a nie jak obecnie, dla celów spekulacyjnych. (...)
 
Takie prawo, gdyby wprowadzić go w życie, po dziesięciu latach od jego uchwalenia spowodowałoby spadek wartości nieruchomości i sprawiłoby z czasem, że miliony hektarów ziemi oraz tysiące działek miejskich stałyby się dostępne dla każdego, kto chciałby z nich skorzystać, płacąc wyznaczony czynsz. Kiedy przyznajemy, że propozycja pojedynczego podatku, czyli wolnego dostępu do ziemi okazałaby się tylko jednym z czynników tymczasowej ulgi, to jest to wszystko, co możemy przyznać. Jeżeli bowiem samolubstwo zostanie udaremnione w jednym kierunku, to ono zaraz wybuchnie w innym. (...)

Przypuśćmy na przykład, że ludzie mieliby ziemię. Dla zjednoczonego kapitału byłoby rzeczą łatwą odmówić nabywania produktów gospodarstw rolnych, chyba że kupiliby je po własnych cenach – ledwie wystarczających producentom na przeżycie. Z drugiej strony kapitał ten mógłby kontrolować i ustalać wysokie ceny na wszystko, co rolnik musi zakupić, od nawozów i narzędzi rolniczych po odzież dla rodziny i wyposażenie domu. (...)

Cóż mógłby, pytamy, zdziałać pojedynczy podatek wobec takiego ducha samolubstwa? Byłby bezsilny!

Przypuśćmy teraz, że swobodny dostęp do ziemi i propozycja jedynego podatku zostałyby wprowadzone w życie od jutra. Przypuśćmy, że ziemie uprawne zostałyby uwolnione od wszelkich podatków, że każde gospodarstwo zostałoby zaopatrzone w dom, konia, krowę, pług i inne artykuły pierwszej potrzeby. Przypuśćmy dalej, że oznaczałoby to podwojenie areału obecnych gruntów uprawnych i podwojenie obecnych zbiorów. Zapewniłoby to zdrowym i gospodarnym ludziom obfitość kukurydzy, pszenicy i jarzyn. Lecz wielki nadmiar spowodowałby tak niskie ceny, że nie pokryłyby one kosztów transportu produktów na rynek. Chyba że zaistniałyby jakieś szczególne okoliczności. Dzieje się tak czasami, nawet w obecnych warunkach: tysiące buszli ziemniaków i kapusty zgnije na polach, bo nie opłaca się ich przetwarzać.

Pierwszy rok przyciągnąłby do wspomnianych gospodarstw tysiące silnych i chętnych ludzi, pragnących na siebie zarabiać. Odciążyłoby to miejski rynek pracy i spowodowało chwilowy wzrost zarobków tych, którzy pozostali w miastach. Trwałoby to jednak tylko jeden rok. Rolnicy, stwierdziwszy, że za zboże i ziemniaki nie uzyskają ubrania i niezbędnego wyposażenia domowego, bezpośrednio lub w drodze wymiany, porzuciliby gospodarstwa i wróciwszy do miast podjęliby żywą rywalizację o wszystko, co tylko mogliby zdobyć, co zapewniłoby im coś więcej niż samo tylko przetrwanie, a więc udział w wygodach i luksusach życia.

Wolny dostęp do ziemi jest dobry jako środek zapobiegawczy przed głodem i jest to właściwy stan wobec faktu, że nasz hojny Stwórca dał Adamowi i jego rodzinie ziemię jako wspólne dziedzictwo. Byłoby to również wielką pomocą w naszych obecnych trudnościach, gdyby cały świat praktykował jubileusz zwrotu ziemi i umorzenia długów co pięćdziesiąt lat, tak jak to czynili Żydzi.

Lecz takie rzeczy byłyby obecnie jedynie środkami uśmierzającymi, jakimi były u Żydów i jakie nadal stosowane są w Indiach. Jedyną prawdziwą kuracją jest wielki antytypowy Jubileusz, który zostanie ustanowiony przez przychodzącego Króla ziemi – Immanuela.
 
 
Inne nadzieje i obawy

 
Dokonaliśmy naprędce analizy głównych teorii postępu w kierunku poprawy obecnych warunków, z której jasno wynika, że żadna z tych teorii nie jest w stanie sprostać potrzebom tej sprawy. Oprócz nich jest jeszcze dowolna liczba ludzi, którzy nieustannie wygłaszają kazania i modlą się w kwestiach postrzeganych przez nich jako złe i którzy pragną aby ktoś powstrzymał kurs świata, ale którzy ani nie widzą ani nie proponują niczego, co by choćby miało pozory wykonalności.

W związku z tym nie możemy nie wspomnieć o niektórych uczciwych, ale całkowicie niepraktycznych duszach, które na próżno wyobrażają sobie, że jeśli kościoły ockną się i zrozumieją sytuację, to zdołają zapobiec nadciągającej katastrofie społecznej, zrewolucjonizować społeczeństwo i zorganizować go ponownie na nowej i lepszej podstawie. Mówią oni: Gdyby tylko kościoły zostały przebudzone, to mogłyby zdobyć świat dla Chrystusa i same ustanowić na ziemi Królestwo Boże oparte na podstawie miłości, lojalności względem Boga oraz równej miłości do bliźnich. Niektórzy z nich twierdzą nawet, że taki Chrystusowy duch w kościołach byłby powtórnym przyjściem Chrystusa.

Chyba nie ma potrzeby wykazywać jak beznadziejnie niewykonalna jest ta teoria. To, co oni uważają za siłę – ich stan liczebny – jest w istocie rzeczy ich słabością. Spoglądają na liczbę 300 milionów chrześcijan i mówią: Cóż za potęga! My zaś patrzymy na tę samą liczbę i mówimy: Cóż za słabość!

Gdyby te ogromne masy składały się wyłącznie ze świętych, pobudzanych do działania i kontrolowanych przez miłość, wtedy rzeczywiście ta argumentacja miałaby swoją siłę. Wtedy jako rzecz wypływająca z realnego myślenia wyglądałoby mówienie, że taka liczba przebudzona do trafnej oceny sytuacji byłaby w stanie zrewolucjonizować społeczeństwo i uczyniłaby to natychmiast. Ale niestety! Wśród tej liczby dominuje "kąkol" i "plewy", podczas gdy klasa "pszenicy" jest nieliczna. Jak oświadczył wielki Pasterz, do Niego należy jedynie "małe stadko", będące podobnie jak ich Mistrz "bez żadnej reputacji" lub wpływu. Między nimi jest "niewielu mądrych według ciała, niewielu możnych, niewielu wysokiego rodu" (1 Kor. 1:26). "Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa, przyobiecanego tym, którzy Go miłują?" (Jak. 2:5).

Nie, nie! Duch Chrystusowy w Jego małym stadku nie jest wystarczający aby dać im Królestwo! Kościół nigdy nie był pozbawiony tych, którzy posiadali tego ducha. Nasz Pan oświadczył bowiem zanim nas opuścił, że będzie z nami aż do skończenia tego wieku. I to się wypełniło. Lecz obiecał On również, że tak jak odszedł (osobiście) przy końcu Wieku Żydowskiego, tak przyjdzie (osobiście) przy końcu obecnego Wieku. Zapewnił nas, że w czasie Jego nieobecności wszyscy, którzy będą Mu wierni, "będą prześladowani", że Jego współdziedzice Królestwa będą "gwałt cierpieć" aż do czasu, gdy On przyjdzie ponownie i przyjmie ich do siebie. Wtedy nagrodzi ich wierność i cierpienia chwałą, czcią i nieśmiertelnością oraz udziałem na Jego tronie i we władzy, by błogosławili świat sprawiedliwym rządem i znajomością Prawdy, a także na koniec wytępili tych, którzy rozmyślnie czynią nieprawość spośród tych, którzy czynią sprawiedliwie. Na to musi oczekiwać nie tylko wzdychające stworzenie lecz również my sami, którzy mamy pierwiastki ducha (Rzym. 8:23). Musimy wzdychać i oczekiwać – na Ojca naszego czas oraz Ojcowski sposób nadania. Pan wskazał nam wyraźnie, że czas na te błogosławieństwa jest teraz w zasięgu ręki i że będą one wprowadzone przez wychłostanie świata strasznym czasem ucisku, przed którym święci, małe stadko, mają ujść poprzez zmianę i uwielbienie w Królestwie.

Aby jednak nikt z ludzi nie mógł kiedykolwiek powiedzieć, że bogactwa i korzyści edukacyjne pozwoliłyby im na podbicie świata, Bóg udzielił nominalnemu kościołowi, "chrześcijaństwu", takich właśnie korzyści. Jednak te sposobności zdają się wywierać odwrotny skutek, rozwijając pychę, wyniosłość i niedowiarstwo zwane "wyższym krytycyzmem", doprowadzając w końcu do ruiny społeczeństwa. "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie [tę] wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?"
 
 
Jedyna nadzieja – "Błogosławiona nadzieja"

 
"Oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa". "Jej to [tej nadziei] trzymajmy się jako kotwicy duszy, pewnej i mocnej, sięgającą aż poza zasłonę". "Dlatego przepasawszy biodra waszego umysłu, bądźcie trzeźwi, miejcie doskonałą nadzieję na łaskę, która wam przypadnie przy objawieniu Jezusa Chrystusa" (Tyt. 2:13; Hebr. 6:19; 1 Piot. 1:13).

Przy rozważaniu tej stale powracającej kwestii podaży i po¬pytu, która tak bardzo przyczynia się do podziału ludzkości na dwie klasy, bogatych i biednych, unikaliśmy na ile to możliwe ostrego krytykowania którejkolwiek ze stron. Czyniliśmy tak, mocno wierząc w to, co staraliśmy się wykazać, że obecna warunki są wynikiem wrodzonego prawa samolubstwa (jako skutku upadku Adamowego), które zdominowało ogromną większość ludzkiej rodziny, zarówno bogatych, jak i biednych. Te głęboko zakorzenione prawa wrodzonego samolubstwa są znienawidzone przez nieliczną garstkę tych (głównie biednych), którzy po znalezieniu Chrystusa i serdecznym wejściu pod Jego ducha i prawo miłości chętnie porzuciliby wszelkie samolubstwo, jednak nie są w stanie.

Prawa te często osaczają zarówno drobnych kupców i kontrahentów, jak i pracowników. Jak dotąd ich działanie jest tak pewne, że gdyby wszyscy bogaci ludzie dzisiaj umarli, a ich bogactwo zostało proporcjonalne rozdzielone, to prawa te w ciągu kilku lat odtworzyłyby te same stosunki jakie panują dzisiaj. Faktycznie, wielu dzisiejszych milionerów było biednymi chłopcami. Co więcej, każdy system praw, uchwalony większością głosów, pozbawiający ludzi możliwości postępowania według ich nienasyconych i samolubnych skłonności, nadwątliłoby energię postępu i gwałtownie zawróciłyby cywilizację w kierunku braku przezorności, gnuśności i barbarzyństwa.

Jedyną nadzieją dla świata jest Królestwo naszego Pana Jezusa Chrystusa – Tysiącletnie Królestwo. Jest ono od dawna obiecanym Boskim lekarstwem, wstrzymywanym do właściwego czasu na jego zastosowanie. A teraz, dzięki Bogu, ten czas jest blisko, nawet we drzwiach. Jeszcze raz ludzka krańcowość będzie sposobnością Boga – "Przyjdzie pragnienie wszystkich narodów", w krytycznym momencie, kiedy ludzka pomysłowość i umiejętność wyczerpie się do końca w daremnym poszukiwaniu ulgi. Zaiste, zdaje się to być Boską metodą uczenia wielkich lekcji w szkołach doświadczenia. W taki sposób Żydzi bezpośrednio (a my i wszyscy ludzie pośrednio) zostali nauczeni przez swe Prawo Przymierza ważnej lekcji, że przez uczynki Prawa żadne (upadłe) ciało nie może być usprawiedliwione przed Bogiem. W taki sposób Pan wskazał swym uczniom na lepsze, Nowe Przymierze łaski przez Chrystusa.

Czas ucisku, "dzień pomsty", którym obecny Wiek się zakończy a Wiek Tysiąclecia rozpocznie, będzie nie tylko sprawiedliwą odpłatą za złe użycie przywilejów, ale także przyczyni się do upokorzenia arogancji ludzi, uczynienia ich "ubogimi w duchu" i przygotowanymi na wielkie błogosławieństwa, które Bóg gotowy jest wylać na wszelkie ciało (Joel 2:28). W taki sposób On rani, by wyleczyć.

Być może ktoś nie zaznajomiony z Boskim programem zapyta, jak Królestwo Boże może zostać ustanowione, jeśli te wszystkie ludzkie metody zawodzą? Jaki inny plan ono proponuje? Jeśli plan ten jest ogłoszony w Słowie Bożym, to dlaczego ludzie nie mogą od razu wprowadzić go w życie i w ten sposób uniknąć ucisku?

Odpowiadamy, że Królestwo Boże nie będzie ustanowione głosami ludu ani też głosami arystokracji i władców. We właściwym czasie Ten, "który ma do tego prawo", Ten, który to prawo nabył swoją własną drogocenną krwią, "obejmie Królestwo". On "sam obejmie swą potężną władzę i panowanie". W tym celu użyta będzie siła. "I będzie rządził nimi [narodami] laską żelazną, i będą jak skruszone naczynia garncarza" (Obj. 2:27). On "zgromadzi narody i zbierze królestwa aby wylać na nie swoją popędliwość, cały żar swojego gniewu. Zaprawdę, cała ziemia będzie pożarta ogniem Jego gorliwości. Potem jednak [gdy upokorzą się, gdy będą gotowi słuchać i zważać na Jego radę] przemieni On narodom ich wargi na czyste, aby wszystkie mogły wzywać imienia Pana i służyć mu jednomyślnie" (Sof. 3:8,9).

Nie tylko to Królestwo zostanie ustanowione siłą i będzie władzą, której ludzie nie będą mogli się oprzeć, ale narzucone przez niego warunki będą utrzymywać się przez cały Wiek Tysiąclecia. Całe panowanie ma bowiem konkretny cel pokonania nieprzyjaciół sprawiedliwości. "Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje". "Nieprzyjaciele jego proch lizać będą". "Każda dusza, która by nie słuchała [słuchała się] tego proroka [chwalebny Chrystus – antytyp Mojżesza], będzie wygładzona z ludu", umrze wtórą śmiercią.

Szatan zostanie związany – każdy jego wpływ, zwodniczy i wprowadzający w błąd, zostanie powstrzymany – tak iż zło nie będzie się dłużej wydawało człowiekowi czymś dobrym, ani też dobro nie będzie się jawić jako coś niepożądanego, złego. Prawda nie będzie dłużej postrzegana przez człowieka jako nieprawda, ani też kłamstwo nie będzie się wydawało, że jest zgodne z prawdą (Obj. 20:2).

Ale jak już wykazano, królowanie to nie będzie jedynie stosowaniem siły. Tuż obok siły będzie gałązka oliwna miłosierdzia i pokoju dla wszystkich mieszkańców świata, którzy w czasie odprawiania przez Pana sądów na ziemi będą uczyć się sprawiedliwości (Izaj. 26:9). Oczy oślepione grzechem zostaną otwarte i wtedy świat zobaczy dobro i zło, sprawiedliwość i niesprawiedliwość, w świetle całkiem innym niż obecnie – w świetle "siedmiokrotnym" (Izaj. 30:26, 29:18-20). Dzisiejsze pokusy zewnętrzne zostaną w dużej mierze zlikwidowane. Zło nie będzie ani uprawnione ani dozwolone. Na przestępców spadać będzie pewna i błyskawiczna kara wymierzana z nieomylną sprawiedliwością przez chwalebnych i kompetentnych sędziów tego czasu, którzy jednak będą mieli współczucie dla słabych (1 Kor. 6:2; Psa. 96:13; Dzieje Ap. 17:31).

Sędziowie ci orzekać będą nie według tego, co usłyszą uchem, lub zobaczą oczyma, ale na podstawie sądu sprawiedliwości (Izaj. 11:3). Nie będzie popełniona żadna pomyłka. Żaden niegodziwy czyn nie uniknie sprawiedliwej odpłaty. W tych warunkach nawet same próby popełnienia zbrodni będą musiały szybko ustać. Wszelkie kolano skłoni się [przed władzą wtedy sprawowaną], a każdy język za nią się opowie [za sprawiedliwością takiego urządzenia spraw] (Filip. 2:10,11). Wówczas nowy porządek rzeczy zacznie przemawiać do niektórych serc, choć z wieloma będzie to prawdopodobnie stopniowe. I wtedy to, co na początku było posłuszeństwem z przymusu, stanie się posłuszeństwem z miłości i oceny sprawiedliwości. Aż na koniec wszyscy inni – wszyscy, którzy byli posłuszni jedynie dlatego, że zostali do tego zmuszeni siłą – ci zostaną odcięci od życia przez wtórą śmierć (Obj. 20:7- 9; Dzieje Ap. 3:23).

Tak więc reguły i prawa miłości zostaną narzucone w ten sposób – nie za zgodą większości, lecz wbrew tej większości. Będzie to wymagało zawrócenia cywilizacji od jej republikańskich pojęć i czasowe poddanie ludzkości rządom autokratycznym – na tysiąc lat. Taka autokratyczna władza byłaby czymś okropnym w rękach zdeprawowanego lub nieudolnego władcy, lecz Bóg nas uwalnia od wszelkiej obawy, gdyż informuje nas, że dyktatorem tej przyszłej epoki będzie Książę Pokoju, nasz Pan Jezus Chrystus. Dobro człowieka tak leżało Mu na sercu, że złożył swe życie w śmierci, jako cena okupu za nas, by uzyskać pełnomocnictwo do dźwignięcia nas z pokalania grzechem oraz przywrócenia do doskonałości i Boskiej łaski tych wszystkich, którzy przyjmą Jego łaskę okazując posłuszeństwo Nowemu Przymierzu.

Już we wczesnej fazie Tysiąclecia stanie się dla wszystkich oczywiste, że plan, który Bóg nakreślił, jest jedynym kierunkiem odpowiadającym potrzebom przypadku chorego na grzech, samolubnego świata. Zaiste, już teraz niektórzy widzą, że silny i sprawiedliwy rząd jest wielką potrzebą świata. Widzą oni coraz wyraźniej, że jedynymi osobami, którym bezpiecznie można powierzyć absolutną wolność są ci, którzy szczerze nawrócili się – którzy mają odnowioną wolę, odnowione serca, ducha Chrystusowego.
 

Właściwa postawa ludu Bożego

 
Ale niektórzy mogą spytać: Co mamy czynić teraz my, którzy widzimy te rzeczy w ich właściwym świetle? Czy jeśli posiadamy zbywający kawałek ziemi, to powinniśmy go oddać albo porzucić? Nie, to nie służyłoby żadnemu dobremu celowi, chyba że dalibyście go jakiemuś biednemu sąsiadowi, który rzeczywiście go potrzebuje. Wtedy jednak, gdyby spotkało go niepowodzenie w użytkowaniu tej ziemi, to z pewnością potępił was jako autorów jego nieszczęścia.

Jeżeli jesteśmy rolnikami, kupcami lub wytwórcami, to czy mamy usiłować prowadzić interesy na za¬sadach Tysiąclecia? Nie, gdyż jak to już wykazaliśmy, takie postępowanie sprowadziłoby na was finansową katastrofę, zaszkodziłoby waszym wierzycielom i osobom będącym na waszym utrzymaniu, a także waszym pracownikom.

Sugerujemy, że wszystko, co można obecnie zrobić, to pozwolić, by nasze umiarkowanie było wiadome wszystkim ludziom, unikać uciskania kogokolwiek, wypłacać godziwe wynagrodzenia lub udziały w dochodach lub też nie wynajmować nikogo, unikać nieuczciwości w jakiejkolwiek formie, "starać się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi", dawać przykład "pobożności z poprzestawaniu na tym, co się ma" i zawsze, słowem i przykładem, zniechęcać innych nie tylko do przemocy, ale nawet niezadowolenia, a wreszcie starać się prowadzić znużonych i obciążonych do Chrystusa i słowa łaski Bożej – przez wiarę i zupełne poświęcenie.

A jeśli, dzięki łasce Bożej, jesteście szafarzami większego lub mniejszego bogactwa, nie czcijcie go, nie starajcie się przekonać, jak dużo możecie zgromadzić dla waszych spadkobierców, by kłócili się o majątek i źle go używali. Wykorzystujcie go zgodnie z waszym przymierzem, w służbie Bożej, pod Jego kierownictwem, pamiętając, że nie jest on wasz, by przy was pozostał, ani też nie jest wasz, byście go zużyli dla siebie. Bóg powierzył go waszej opiece, by był użyty w radosnej służbie, dla chwały naszego Króla.

Jako sugestię do praktycznego stosowania tych uwag w sprawach życiowych przytaczamy poniższy list, przysłany nam przez czytelnika naszego dwutygodnika, oraz naszą odpowiedź na list opublikowaną w tym piśmie. Może to być pomocne dla innych.
 

Na świecie, ale nie ze świata
 
Pensylwania
 

DROGI BRACIE. W minioną niedzielę na naszym nabożeństwie rozważaliśmy lekcję z Listu do Rzymian 12:1 i wśród wielu myśli wyprowadzonych z tak płodnego tematu, były pytania odnośnie wykorzystania naszego poświęconego czasu. Prowadzę sklep spożywczy, ale sytuacja ogólna w handlu wymaga w dzisiejszym czasie niemal "wiecznej czujności".

Wiele razy przychodzi mi na myśl pytanie, czy ja, jako jeden z poświęconych, powinienem podejmować takie wysiłki, by wprowadzić i podtrzymywać zwyczaj, jaki obecnie jest konieczny? Co tydzień wydaję cenniki i wielokrotnie jako przynęta oferuję towary po cenach niższych od kosztów własnych. Ponadto przy sprzedaży bardziej zyskownych towarów rozdaję wiele "prezentów". Nie dlatego, żebym wolał ten rodzaj transakcji, lecz dlatego, że wszyscy moi konkurenci robią to samo. Aby więc móc utrzymać mój handel i źródło utrzymania (ponieważ nie jestem zamożny), zmuszony jestem dostosować się do innych.

Inna niemiła cecha tego rodzaju metody polega na tym, że ona przygniata mojego słabszego brata w tej samej branży handlowej. Znam wielu z nich. Są wśród nich wdowy, które usiłują uczciwą pracą w handlu zarobić na życie. Jestem jednak zmuszony puścić z wiatrem moje lepsze uczucia i "brnąć w tym dalej", bez względu na to, komu to zaszkodzi. Jest to smutne wyznanie jak dla kogoś, kto ubiega się o pozycję pomagania naszemu Panu w podnoszeniu ludzkości z otchłani samolubstwa, z którego musi być ona wybawiona w Wieku, który jak wierzymy jest blisko, tuż przed nami. Nie staram się nakłonić Ciebie do usprawiedliwienia moich działań w tej sprawie, ale pragnę poznać twoją opinię odnośnie rozsądnego sposobu postępowania tych, którzy jawnie wyznają że są dziećmi Boga i którzy prowadzą interes w obecnym czasie, kiedy duża ryba zjada mniejsze.
 
Wasz w Chrystusie _ …...............
 
 
W odpowiedzi: Warunki, które przytaczasz występują powszechnie niemal w każdej dziedzinie interesów i coraz bardziej dominują w całym cywilizowanym świecie. Stanowią one część ogólnego "ucisku" naszych czasów. Wzrost wydajności maszyn i przyrost liczebny rodziny ludzkiej przyczyniają się w równym stopniu do obniżenia wynagrodzeń i utraty pewności stałego zatrudnienia. Coraz więcej ludzi stara się prowadzić własne interesy, a konkurencja i niewielkie zyski, choć korzystne dla biednych, handlowo zabijają małe sklepy i stosunkowo wysokie ceny. W rezultacie małe sklepy i małe zakłady ustępują przed większymi, które z racji lepszej i bardziej ekonomicznej organizacji zapewniają wyższy poziom usług po niższych cenach. Duże zapasy świeższych towarów po niższych cenach i lepsza obsługa są na ogół korzystne dla społeczeństwa, w porównaniu ze starodawnymi małymi sklepikami ze zleżałymi towarami, wysokimi cenami i mniej dbałą obsługą, nawet jeśli chwilowo niektóre biedne wdowy lub zacni ludzie mogą ponosić skutki swojej intelektualnej, fizycznej lub finansowej niezdolności nadążania za nowym porządkiem rzeczy. Ale nawet i oni, gdyby zdobyli się na szeroki i życzliwy ogląd sytuacji, mogą cieszyć z powszechnego dobrobytu, chociaż wymusza to pewne niekorzystne zmiany w ich własnych interesach. Mogą oni cieszyć się z tymi, którzy odnoszą korzyści i cierpliwie czekać na przyjście Królestwa, które uczyni błogosławieństwa Boże bardziej powszechne dla wszystkich niż obecnie. Lecz tylko od tych, którzy mają "nową naturę" i jej ducha miłości można oczekiwać, że będą patrzeć na te rzeczy w tak niesamolubny sposób. Obecna konkurencja handlowa nie jest więc czystym złem. Jest ona jedną z wielkich lekcji udzielanych światu jako przygotowawcze studia przed wejściem w wielki Wiek Tysiąclecia, kiedy to działalność świata będzie głównie, jeśli nie całkowicie, oparta na zasadach socjalistycznych – nie dla bogactwa lub korzyści jednostek, lecz dla ogólnego dobra.

Tymczasem jednak samolubne napięcie konkurencyjne rośnie coraz bardziej nękając bezustannie tych, którzy są pełni szlachetnych i wspaniałomyślnych pobudek, czy są chrześcijanami, czy też nie. Radujemy się widząc twoje osobiste zrozumienie tej kwestii i niezadowolenie z obecnych warunków.

Radzimy, abyś rozejrzał się uważnie i jeśli zauważysz jakąś inną gałąź interesu, mniej narażoną na walkę konkurencyjną, z warunkami bardziej sprzyjającymi, dokonaj zmiany. Jeśli coś stoi na przeszkodzie, bądź też sytuacja wymaga czasu na znalezienie bardziej dogodnego interesu lub bardziej pomyślnych warunków, radzimy ci, żebyś pozostał tam, gdzie jesteś i do pewnego stopnia zmodyfikował swe postępowanie, to znaczy, abyś podzielił sprawy, tak równo jak potrafisz, między trzy kolidujące ze sobą interesy – interes twój własny, twoich konkurentów oraz twoich klientów lub sąsiadów. Jeśli twój interes jest w stanie sprostać wydatkom i zapewnia znośny dochód, staraj się w nim utrzymać lecz nie forsuj swych wysiłków by stać się "bogaty", ponieważ "ci którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła" (1 Tym. 6:9). Powinniśmy unikać wszelkiej nikczemnej konkurencji lub skąpstwa względem konkurentów i jakiegokolwiek fałszywego przedstawiania jakości swoich towarów klientom. Sprawiedliwość i uczciwość muszą być starannie chronione za wszelką cenę: wtedy dodaj do tego wszelkie "umiarkowanie" względem twoich konkurentów, jakie tylko miłość sugeruje a okoliczności pozwalają.

Nie zapominamy o nakazie: "Nie łącz się z wielkim tłumem, aby wyrządzić zło" (2 Mojż. 23:2), ani też nie doradzamy pójścia na najmniejszy kompromis z niesprawiedliwością. Problem, z jakim się do nas zwracasz odbieramy, nie jako pytanie, czy możesz czynić niesprawiedliwość, ale pytanie, czy miłość pozwala ci czynić wszystko to, czemu sprawiedliwość się nie sprzeciwia a obyczaj aprobuje. Światowe serce nie ma skrupułów w takich "drobnostkach". To twoja "nowa natura", której prawem jest miłość, wolałaby widzieć, że twój konkurent prosperuje i to ona pragnie czynić dobrze wszystkim ludziom, gdziekolwiek ma sposobność – a najwięcej domownikom wiary. Pielęgnuj tę "nową naturę" poprzez posłuszeństwo prawu miłości we wszelki możliwy sposób. "Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie" – postępując wspaniałomyślnie i zgodnie z miłością. Ten, kto przepojony jest duchem miłości nie zamyśla żadnego zła względem swego konkurenta, nie szuka jedynie własnego dobrobytu i niepowodzenie konkurenta nie sprawiłoby mu radości.

Trudność polega na tym, że cały świat kieruje się zdeprawowaną zasadą samolubstwa, w której miłość jest czymś niedorzecznym. U jednych jego poziom jest wyższy a u drugich niższy: jedni w swym samolubstwie nie przekraczają linii sprawiedliwości, drudzy zniżają się w samolubstwie do niesprawiedliwości i nieuczciwości, zawsze z tendencją ku dołowi. "Nowe Stworzenie" w Chrystusie nigdy nie może schodzić poniżej poziomu sprawiedliwości i uczciwości i musi starać się jak to tylko możliwe wznieść się ponad ten najwyższy światowy standard, dążąc do doskonałej miłości. Winą obecnego systemu konkurencyjnego jest to, że interesy kupującego i sprzedającego są w ustawicznym konflikcie. Żadna siła nie jest w stanie tego naprawić, poddać kontroli czy zmienić, z wyjątkiem jedynej mocy, którą obiecał Bóg – Królestwa Tysiąclecia, które narzuci regułę miłości i uwolni od skłonności i więzów samolubstwa wszystkich, którzy, gdy tylko ujrzą i poznają nową drogę, zaakceptują pomoc, jaka zostanie im wtedy zapewniona.
 
 
* * *
 
Ujrzeliśmy jako rzecz nieuniknioną w ramach obecnego prawa społecznego, albo wgniecenie mas ludzkości w błoto, jako niewolników bogactwa i wielkiego umysłu, albo zawalenie się obecnego porządku społecznego przez zapanowanie anarchii. Pismo Święte zapewnia, że stanie się to drugie i że przyniesie to straszną odpłatę dla wszystkich ludzi, bogatych i biednych, uczonych i ciemnych, by ta konkretna demonstracja nauczyła ich, jaką głupotą jest samolubstwo i pomogła im w przyszłości docenić mądrość Boskiego prawa miłości. Tym sposobem "wielki ucisk" udzieli wszystkim straszliwej, ale ostatecznie najbardziej pożytecznej lekcji. (…)

Widząc zatem niepowodzenie chrześcijaństwa w przyswojeniu sobie ducha nauczania Chrystusa, widząc jak wiedza i wolność płynące z Jego nauk zostały zmieszane z duchem złości i samolubstwa, a ponadto wnioskując z obecnych zapowiedzi nieuchronne zbliżanie się strasznego kataklizmu – anarchii i działanie wszelkiego zła – dostrzegamy w tym wszystkim sprawiedliwość Boskiego dozwolenia i Jego prawo odpłaty. A chociaż opłakujemy nikczemności, które ściągają na siebie odpłatę, to jednak zdajemy sobie sprawę z konieczności i sprawiedliwości tej odpłaty. Dowiedziawszy się również o miłosiernych celach, jakie zostaną ostatecznie osiągnięte takim właśnie sposobem, nasze serca wołają: "Wielkie i dziwne są dzieła twoje, Panie, Boże Wszechmogący; sprawiedliwe są drogi twoje, Królu narodów" (Obj. 15:3).

 
Dodał: Andrzej
Popularne artykuły
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 2 z 2
Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan   (ciąg dalszy artykułu)   Twierdzenia Palestyńczyków   Twierdzenia palestyńskiego, że ...dalej
Izraelsko-Arabski proces pokojowy - część 1 z 2
    Izraelsko-Arabski proces pokojowy w świetle proroctw biblijnych List otwarty chrześcijan do chrześcijan     Wstęp     Nie zdarzyło się nigdy przedtem, aby ...dalej
Gromadzenie sił na Armageddon
"Albowiem przyszedł dzień on gniewu i któż się ostać może" Obj. 6:17     Księgę Objawienia Bóg dał, jak ...dalej
Wychowanie jezuickie
Wyjątki z traktatu Stanisława Szczepanowskiego pt. "Idea polska wobec prądów kosmopolitycznych". Lwów, Towarzystwo Wydawnicze 1901, ...dalej
Antychryst. Jego ostateczny koniec
OSTATECZNY KONIEC ANTYCHRYSTA WIDZIANY W 1889 ROKU     Prześledziliśmy historię papiestwa aż do obecnych czasów, do Dnia Pańskiego ...dalej
ANARCHIA - Symboliczny ogień, którym kończy się stary świat
"A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ...dalej
Izrael (2)
OD ABRAHAMA DO CHRYSTUSA   W poniższym rozdziale podano skrótowy przegląd wydarzeń w historii Izraela, od czasu ...dalej
USTANOWIENIE KRÓLESTWA BOŻEGO NA ZIEMI - część II
IV Tom Wykładów Pisma Świętego wydany w 1897 roku Wykład XIII (ilustracje - dodane)   Ustanowienie ziemskiego rządu   Nie należy ...dalej
Klęska pod Haj (2)
    Spojrzenie na obecny stan Domu Wiary   Co się stało z pięknym ruchem Badaczy Pisma Świętego? Dlaczego ...dalej
Plagi egipskie (06) - Dziewiąta i dziesiąta
DZIEWIĄTA PLAGA EGIPSKA – CIEMNOŚCI 2 Mojżeszowa 10:20-29     "Rzekł więc Pan do Mojżesza: Wyciągnij rękę swoją ku ...dalej
Archiwum
Etykiety
Trzy Biada Copyright © 2011 Artykuły   Articles   Wprowadzenie   Warto zobaczyć   Kontakt
projekt graficzny cefau wykonanie eball